Intencją mojego rządu jest zapobieganie wykorzystywania Internetu do rozpowszechniania pornografii dziecięcej, oszustw finansowych czy nielegalnych gier hazardowych, a nie ograniczanie wolności w sieci. Spróbujmy to razem pogodzić. W związku z tym zapraszam Was do debaty, która odbędzie się w przyszłym tygodniu.
Oczywiście, że – jak będę rozmawiał, umówiłem się z tymi, którzy będą chcieli ze mną o tym rozmawiać, ale po to żeby wytłumaczyć, że oczywiście będziemy reagowali wtedy, kiedy na stronach internetowych pojawiają się działania ewidentnie przestępcze. Więc wolność Internetu tak, będę chciał znać ich, poznać stanowisko wszystkich, którzy troszczą się o wolność Internetu, ale nie wolność dla przestępców pedofilów i dla przestępców, którzy używają Internetu do oszustw finansowych.
Tak mówił pan Premier w audycji pani Moniki Olejnik wyjaśniając o czym będzie debatował z zaproszonymi w liście Internautami.
Nie od dziś wiadomo, że z ekonomicznego punktu widzenia dużo bardziej opłacalne jest zapobieganie, prewencja, przeciwdziałanie niż reakcja po fakcie. Z tego punktu widzenia należałoby pana Premiera i cały rząd pochwalić i życzyć powodzenia. Nareszcie znalazł się prawdziwy mąż stanu, który nie ulega taniemu populizmowi. Nie będzie rozwiązywał problemów mnożąc zakazy i zaostrzając kary, ale zadba na przykład o powstanie sieci placówek, które udzielą pomocy pedofilom, dzięki czemu oni unikną więzienia, a dzieci skrzywdzenia. Rząd zainicjuje też akcję edukacyjną i informacyjną na szeroką skalę, dzięki czemu każdy obywatel będzie wiedział jak ustrzec się przed oszustami internetowymi. Ale w miarę jak Premier mówi, szczęka opada niżej i niżej:
Cytat:
Hazard w Internecie dzisiaj nie jest dozwolony w Polsce, wbrew temu co niektórzy sądzą. My chcemy uwolnić Internet od przestępczości związanej z pornografią dziecięcą, pedofilią, handlem narkotykami i twardym hazardem. To nie jest ograniczenie wolności Internautów. Broń, Boże. Jestem ostatnim człowiekiem, którego ktoś by namówił na ograniczanie wolności człowieka także w tej przestrzeni wirtualnej. Natomiast będziemy szukać sojuszników i jestem pewny, że znajdziemy sojuszników w parlamencie do tego aby uwolnić Internet od przestępczych zachowań związanych głównie z tymi sprawami które wspomniałem, a więc pornografią dziecięcą i pedofilią, handlem narkotykami, twardym hazardem.
Zdumiewające. To dzisiaj w Polsce hazard w Internecie nie jest dozwolony, o czym nie wszyscy wiedzą, ale twardy hazard jest, o czym nikt nie wie? Pornografia dziecięca i pedofilia również? Więc te informacje podawane przez media o rozbiciu gangu podofilów, o złapaniu groźnego pedofila, o wyroku na pedofila, to wszystko ściema? A może rząd zamierza nielegalne i niedozwolone uczynić jeszcze bardziej nielegalnym i jeszcze bardziej niedozwolonym?
Ale zostawmy to. Jak Pan Premier uwolnił Polskę od plagi hazardu za pomocą ustawy uchwalonej w kilka dni, z naruszeniem wszelkich zasad stanowienia prawa w demokratycznym państwie? W sposób nie wymagający żadnego wysiłku intelektualnego, najprostszy z możliwych - zabraniając, zakazując, likwidując, delegalizując. A jak wraz ze znalezionymi w parlamencie sojusznikami zamierza "uwolnić Internet"? Identycznie tylko odwrotnie. W "realu" zabronił działać firmom, w "wirtualu" z uwagi na za krótkie, nie sięgające poza granicę rączki - obywatelom. W Internecie nic się nie zmieni. Za to obywatele sami sobie obowiązkowo sfinansują tajną listę stron, których nie zobaczą. Innymi słowy wszystkie wymienione przez pana Premiera treści w Internecie jak były, tak będą, tylko (teoretycznie) niedostępne dla obywateli. Pan Tusk postanowił tak uwolnić Internet, jak komuniści uwalniali Polskę od prac Leszka Kołakowskiego, Jerzego Giedroycia, Aleksandra Sołżenicyna, Ferdynanda Ossendowskiego, Pawła Jasienicy i wielu innych.
Dzisiaj każdy z wymienionych przez pana Premiera "czynów" jest przestępstwem. Czy "uwolnienie Internetu" pozwoli zapobiec choćby jednemu z nich? Oczywiście. Przecież wiadomo powszechnie, że w czasach PRL-u na przykład nie było powszechnego w krajach kapitalistycznych zjawiska narkomanii. Nie było, bo się o nim nie mówiło. Pornografia również była zakazana. Tak będzie i teraz. Użyjmy wyobraźni i wyobraźmy sobie obywatela, który - powiedzmy - w roku 2014 został oszukany w Internecie i zgłosił sprawę na policję. Sprawa przeszła wszystkie szczeble, od śledztwa po akt oskarżenia i sąd ogłosił wyrok. Czytamy w nim, że państwo już w roku 2010 nowelizacją ustawy Prawo telekomunikacyjne uniemożliwiło oszustwa internetowe. Obywatel mógł zostać oszukany tylko przełamując blokadę i nielegalnie wchodząc na stronę oszusta. Zgodnie więc z art. 1181 Ustawy o prawie autorskim i prawach pokrewnych zostaje skazany na 3 lata więzienia, ponieważ sąd nie dopatrzył się okoliczności łagodzących...
Ale niepokojące jest zupełnie co innego, na co jak dotąd nikt nie zwrócił uwagi. Zablokowanie dostępu do jakiejś strony nie spowoduje jej zniknięcia. Dziś obywatel może - gdy na coś niepokojącego trafi - zawiadomić odpowiednie organa. Gdy ustawa wejdzie w życie (teoretycznie) wszystko zostanie... utajnione i poza wszelką kontrola społeczną. Czy chodzi Premierowi o stworzenie sieci dla wybranych? Dla stojących ponad prawem, którzy będą mieli nieskrępowany dostęp do wszystkich, z nielegalnymi na czele, treści w Internecie? Dwa lata temu wybraliśmy "mniejsze zło", bo PiS szykował nam PRL-bis. A co szykuje PO?
I jeszcze jeden aspekt, który doskonale uzupełnia i wspiera dążenia Premiera, czyli zastraszanie finansowe pod pretekstem naruszenia przepisu-gumy rodem z głębokiego PRL-u - "obrazy uczuć religijnych". Są tematy tabu, których poruszać nie wolno pod groźbą srogiej kary. Jak dawniej można było mieć spore kłopoty sugerując, że towarzysz sekretarz nie jest kryształowy, tak i dziś informowanie na przykład o księdzu, który lubi sprawdzać czy małe dzieci mają czysto i sucho w majtkach "obraża uczucia religijne" i może skutkować nałożeniem przez KRRiT gigantycznej kary finansowej...
W tej sytuacji stwierdzenie radnego, który chlapnął, że wie kto nie zostanie wybrany, nabiera zupełnie innego znaczenia:
Cytat:
Pani redaktor jako mniejszość seksualna nie ma najmniejszych szans, aby zostać kiedykolwiek radną.
To logiczne. Najpierw uchwalona zostanie kontrola Internetu, a potem możliwość głosowania przez Internet. Co to oznacza najlepiej wyjaśni parafraza słów Iosifa Wissarionowicza Dżugaszwilego, znanego jako Stalin: "nieważne jak kto głosuje, ważne kto Internet kontroluje".
Nie możesz pisać nowych tematów Nie możesz odpowiadać w tematach Nie możesz zmieniać swoich postów Nie możesz usuwać swoich postów Nie możesz głosować w ankietach Nie możesz załączać plików na tym forum Możesz ściągać załączniki na tym forum